Rozpoczęcie zbiórki: 02.11.2022
Zakończenie zbiórki: 31.12.2023

One tylko chcą żyć

Wszystkie te skrzywdzone przez człowieka zwierzaki - głodne, chore, wyziębione. Często wyrzucone na bruk, pozostawione na pastwę losu. Dlaczego? Bo są stare, bo się znudziły, bo chore i problematyczne. My staramy się dać im życie. Życie bez bólu i głodu, w ciepłych domach i na miękkich kanapach. Staramy się, choć coraz trudniej jest nam zapewnić naszym podopiecznym zdrowie i bezpieczeństwo. Codziennie otrzymujemy telefony z prośbą o pomoc i tę pomoc staramy się dawać.

Obecnie zapewniamy opiekę 145 kotom, 2 dorosłym psom i 3 szczeniakom (liczba zwierząt ciągle się zmienia).

Informacje o organizacji:

  • Nasza strona na Facebooku: Kliknij, żeby przejść.
  • E-mail: spbzkocimietka@interia.pl
  • Adres: 42-680 Tarnowskie Góry ul. Racławicka 55
  • Nip stowarzyszenia: 6452543251.
  • Telefon: 501 347 418.

Nasze ostatnie rachunki będziemy umieszczać tutaj: Kliknij, żeby zobaczyć.

Zwierzęta umieszczamy głównie w domach tymczasowych oraz hotelikach. Niestety aż 15 kotów jest tzw. nie adopcyjnych, to znaczy takich, które ze względu na wiek lub chorobę nie nadają się do adopcji. Takie zwierzęta są u nas pod ciągłą opieką weterynaryjną, otoczone troską do końca swoich dni. Wśród takich zwierząt jest między innymi kotka Szanta, która ma uszkodzony móżdżek i kłopoty z utrzymaniem równowagi.

Nie przeszkadza jej to jednak w codziennym funkcjonowaniu, nie czuje bólu. Bardzo lubi wygrzewać się na słoneczku, lubi też oczywiście głaskanie i jedzenie.

Oprócz trudnych i bardzo emocjonalnych sytuacji w naszej pracy, zdarzają się też pozytywne zdarzenia, może nawet postrzegane w kategorii cudu. Już we wcześniejszej zbiórce pisaliśmy o kotce Viki, która musiała mieć amputowaną łapkę.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

 

Tak się złożyło, że zajęci leczeniem i rehabilitacją Viki, nie zauważyliśmy, że kotka jest w ciąży. Niezwłocznie została poddana sterylizacji aborcyjnej. I tu zaczyna się piękna historia. Kiedy nasza wolontariuszka jechała do lecznicy, żeby odebrać Viki po zabiegu sterylizacji, otrzymała wezwanie o kociętach wyrzuconych w kartonie na śmietnik. Postanowiła więc najpierw zabrać maluchy, a potem odebrać Viki. Kiedy wolontariuszka wracała, Viki zaczęła się dziwnie zachowywać. Miałczała i rzucała się w transporterku tak bardzo, że wolontariuszka postanowiła wypuścić ją w samochodzie, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Viki od razu wskoczyła do pudełka z kociętami i zaczęła je wylizywać. Wkrótce maluchy się uspokoiły, wtuliły w ciałko Viki i zasnęły. Bardzo nas ta sytuacja ucieszyła, bowiem nam zostało tylko karmienie maluchów mlekiem zastępczym, resztę robiła za nas Viki. Ale po kilku dniach kotki przestały pić mleko zastępcze. Byłyśmy pewne, że dzieje się coś złego. Zaczęłyśmy bardzo uważnie się przeglądać kocim dzieciom i odkryłyśmy, że Viki zaczęła je karmić swoim mlekiem! Tym sposobem kotka wychowała 5 wyrzuconych na śmietnik kociątek.

Również ciężkim przepadkiem, o którym wspominaliśmy we wcześniejszej zbiórce, jest Inka. To kotka z martwicą sutków na listwie mlecznej.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

Właścicielka zostawiła ją w lecznicy i zrzekła się do niej praw zaraz po tym, jak okazało się, że leczenie będzie ryzykowne, długie i niestety kosztowne. Inka została naszą podopieczną. Przez ponad trzy tygodnie przebywała pod opieką lekarzy weterynarii. Rany musiały być utrzymywane w sterylnej czystości, kilka razy dziennie oczyszczane. Konieczna była terapia antybiotykami, początkowo podawanymi w formie kroplówek, później zastrzyków. Inka powoli wracała do zdrowia, a rany się zabliźniały. Musiała być również przeprowadzona konsultacja kardiologiczna. Na szczęście nie jest konieczne leczenie kardiologiczne a jedynie kontrola raz w roku. Inka została również wysterylizowana. Kotka miała wielkie szczęście, ponieważ najpierw pani doktor z lecznicy, gdzie Inka przebywała, dała jej dom tymczasowy, który szybko zamienił się w dom stały. Takie historie lubimy najbardziej!

Kolejna historia to walka o życie i zdrowie ośmiu kotków odebranych wspólnie z inspektorami z TOZ-u z tragicznych warunków i spod "opieki" wiecznie pijanych ludzi. Kotki były prawdopodobnie z trzech matek, były w różnym wieku. Od 4 tygodni do 3 miesięcy. Maluchy były brudne, zapchlone, bardzo wyziębione i głodne. Tak zaawansowanego kociego kataru i zaropiałych oczek już dawno nie widziałyśmy... Walka o ich życie i zdrowie trwają do dziś.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

Konieczne były konsultacje okulistyczne. Trzy maluchy, mimo intensywnego leczenia antybiotykami, kroplami, robieniem inhalacji oraz zakraplaniem oczek, są nadal chore. Ale walczymy nieustannie, a one bardzo chcą żyć! Uwielbiają głaskanie i spanie w łóżku. Rozrabiają i bawią się mimo ciągłego kichania i kasłania.

W ostatnim okresie przyjęliśmy również kotkę prawdopodobnie z wypadku. Na szczęście nie miała ciężkich obrażeń, a jedynie silne potłuczenie całego ciała i skaleczone opuszki łapek.

Z racji tego, że kotka jest dzika, pozostaje do czasu wygojenia w szpitaliku. Mając tak dużo zwierząt pod opieką zawsze jest ryzyko wystąpienia chorób zakaźnych.

 

Tak wygląda łapka dzikiej kotki kota nomen omen została złapana podczas łapania innego kota.

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

 

Jak widać na zdjęciu na łapce jest stara rana powstała prawdopodobnie albo po pęknięciu ropienia albo po jakimś mechanicznym urazie. Kotka musiała zostać poddana narkozie bowiem konieczny był zabieg oczyszczenia i zszycia rany. Leczenie dzikiego kota nie jest łatwe. Kotka pozostawiona musiała byc w szpitaliku. Niestety mimo kołnierza zdjęła szwy. Lekarze musieli ponownie opatrywać rany. Kotka została również poddana sterylizacji. 

Teraz kilka słów o suczce, której udało się odebrać podczas głośnej interwencji w pseudo hodowli Rybniku.

Zdjęcia nie pokazują stanu psychicznego suczki odebranej z pseudo hodowli. Dostała na imię Lili. To kilkuletnia suczka. Stan zdrowia jest w tej chwili badany przez weterynarzy. Martwi nas stan psychiczny Lili. Jest dosłownie przyklejona do swojej nowej opiekunki i najbezpieczniej czuje się tylko na rękach albo kolanach opiekunki. Sunia boi się wszystkiego. Boi się nawet trawy, miski, innych piesków, nawet mniejszych od niej. Boi sie każdego dźwięku.

Nie umie jeść z miski. Jest karmiona z ręki. Nigdy nie jadła psiej karmy, gotowanego mięsa o smaczkach nawet nie wspomnę. Konieczna była współpraca z behawiorystą, obroża przeciw lekowa i feromony. Niestety oprócz witamin i suplementów wdrożono również leki. Proces socjalizacji Lili nie będzie ani prosty, ani szybki.

I tym razem kilka naszych domów tymczasowych walczyło ze śmiertelną chorobą głównie u kociąt - panleukopenią. Jest to bardzo zakaźna i groźna choroba, która zbiera straszliwe żniwo. Kilkanaście kotków niestety nie przeżyło. W kilku domach leczono również calcivirozę. Na szczęście wszystkie chore kociaki udało się wyleczyć.

 

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

 

Zdjęcie nieodpowiednie dla osób wrażliwych.Kliknij tutaj, żeby je wyświetlić.

 

Niestety koszty leczenia kotów i ich utrzymanie są bardzo wysokie i często musimy prosić lecznice o cierpliwość w regulowaniu zapłaty. Nie możemy też oszczędzać na karmie, ponieważ zwierzęta, aby szybko dojść zdrowia, oprócz leczenia muszą być karmione odpowiednią karmą, często specjalistyczną oraz wysokomięsną. Sytuacji nie ułatwiają również stale rosnące ceny usług medycznych oraz karmy i żwirków. Wyposażamy również w karmę oraz pomoc medyczną społecznych karmicieli, którzy opiekują się kotami wolnożyjącymi. To szczególnie ważne przed okresem zimowym. Właśnie dlatego bardzo liczymy na Państwa wsparcie. Robimy, co możemy, by dać tym zwierzakom szczęśliwe życie w spokoju i zdrowiu, ale potrzebujemy pomocy. Wspólnie możemy je uratować...

Przyjaciele Zwierząt, chcemy was również poinformować, że część środków z tej zbiórki zostanie przeznaczona na jej wypromowanie, abyśmy mogli maksymalnie zwiększyć jej szanse na powodzenie i dotrzeć do zwierzolubów!, bez tego osiągniecie celu, byłoby niemożliwe.

Zbiórka została udostępniona 99 razy

W zbiórce pomogło 425 darczyńców

Anonimowy darczyńca

Dzisiaj

XX

Anonimowy darczyńca

Dzisiaj

20

Anonimowy darczyńca

Dzisiaj

10

Anonimowy darczyńca

Wczoraj

XX

Anonimowy darczyńca

Wczoraj

20

Anonimowy darczyńca

Wczoraj

100

Kliknij w serduszko i pokaż, że jesteś sercem z tą zbiórką!

Kliknęło już 44 przyjaciół zwierząt!

11.02%
15 430,30 zł z 140 000 zł

Pomagamy z miłości
do zwierząt.

Każda zbiórka na portalu PrzyjacieleZwierząt.pl przechodzi naszą weryfikację - sprawdzamy jej wiarygodność i zasadność. Od zawsze pracujemy nad godną opinią i zaufaniem naszego portalu i cały czas niezmiernie o to dbamy.

Łącznie zebraliśmy:

5 903 191,84 zł

Łączna ilość zbiórek:

203

Zobacz dlaczego warto nam zaufać